OC w życiu prywatnym - na co to komu?

Historia z życia wzięta. Osobiście nie z mojego, ale warto się z nią zapoznać. Ku przestrodze...

Otóż wyobraź sobie, że spacerujesz z dzieckiem i psem w parku. Zwykły park, z ławeczkami, fontanną i placem zabaw. W oddali widzisz kobietę, prowadzącą dużego psa na smyczy. Idą na pierwszy rzut oka powoli, pies wydaje się być łagodny i spokojny. Ku twojemu zaskoczeniu na kilka metrów przed Tobą, zauważasz, że pies nie ma kagańca. Myślisz, po co mu kaganiec, skoro pewnie jest łagodny. Ty swojemu założyłaś, tak na wszelki wypadek, gdyby pojawił się jakiś kocur na ulicy, bo on nie znosi kotów...
Otóż ten duży pies nagle o mały włos nie wyrwie się ze smyczy, a swojej Pani nie złamie ręki, skacze na twojego kundla i gryzie...
Chwila kłótni, szału i prędko do weterynarza... A co potem? Leczenie psiaka kosztuje, Ty masz tylko numer telefonu do tej właścicielki psa... Dzwonisz, mówisz, że nie obchodzi Cię nic, i że to ona powinna ponieść konsekwencje zachowania swojego psa, bo przecież mogła założyć mu kaganiec... Kobieta mówi spokojnym głosem, że sprawę załatwia ze swoim ubezpieczycielem, i że pokryje koszty leczenia, a odszkodowanie wypłaci jej ubezpieczyciel z OC w życiu prywatnym.


Wydawałoby się, że to takie proste i szybkie do załatwienia? Twój pies prawie wyleczony, kobieta zapłaciła za jego leczenie, ale strach pozostał, bo co gdyby ona nie podała Ci tego numeru, albo by olała całą sytuację? A po co w ogóle jest potrzebne to całe OC w życiu prywatnym...

Ubezpieczenie OC w życiu prywatnym chroni nas od zdarzeń związanych z naszymi zwierzętami, z uprawianym przez nas sportem czy nawet powstałymi wskutek używania roweru. Takie ubezpieczenie warto sobie wykupić, bo to rocznie niewielki koszt, a potem może ochronić nasz portfel przed dużym wydatkiem, jeżeli coś się stanie z naszej winy.

Ta sytuacja wydarzyła się kilka dni temu mojej koleżance, kiedy mi o tym opowiadała, przypomniało mi się jak my sami, wracając ze sklepu na chodniku zostaliśmy zaatakowani przez większego od naszego Chase'a psa. Niestety gdyby doszło do groźniejszego wypadku, za leczenie musielibyśmy zapłacić sami, bo pies kagańca nie miał, a jego właścicielka... Szkoda gadać, nic nie powiedziała tylko poszła spacerować dalej... Boję się pomyśleć, co by było gdyby ten pies zaatakował Anię, szła przecież przede mną...

Niestety podobnych sytuacji jest wiele, ludzie nie zdają sobie sprawy, że za zerwane lusterko, uszkodzony płot czy pogryzienie przez psa należy nam się odszkodowanie. Dlatego bardzo często naprawiamy szkody wyrządzone przez innych z własnych pieniędzy.
Niestety, niewiedza dużo kosztuje...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kobieca Mama , Blogger